blue shadow

Jak odnaleźć własne tempo po latach życia dla innych?

Na początku swojego dorosłego życia Oli udało się znaleźć pracę marzeń w globalnej firmie, która organizuje konferencje dla najbardziej rozpoznawalnych marek świata. Skupiała się więc na robieniu kariery, „bo nie każdy ma przecież w życiu taką możliwość.” 

W rezultacie, w jednym miesiącu meldowała się z Warszawy, w następnym - z Londynu, a w kolejnym - z Azji. Bywała w ekskluzywnych miejscach, zapraszano ją na spotkania z celebrytami. Spędzała w pracy cały czas, „bo jak nie wyjazd na konferencję, to trzeba to wszystko pospinać, zorganizować, a zazwyczaj oznacza to pracę z partnerami z różnych stref czasowych.” Mimo to, genialnie się bawiła i świetnie zarabiała. 

Karolina ma 43 lata. Mieszka w Niemczech. Ma dwóch synów: 15-latka i 10-latka. W swojej karierze zawodowej zaczynała jako stewardesa, a potem przez długi czas, ale dość nieregularnie, prowadziła kursy niemieckiego dla kobiet-imigrantek. 

Większość czasu i energii życiowej poświęcała jednak zawsze na bycie matką i żoną w domu, który wyremontowała od podstaw z mężem. Kosztowało ich to sporo stresów, bo Krzysiek jest przedstawicielem handlowym i często nie było go w domu na dłużej. I nawet nie bardzo mogła się tym domem cieszyć, bo na każde Święta, wesela, urodziny, wakacje i inne okazje jeździła do Polski, odwiedzając obie rodziny. „Wiesz… żeby nikomu nie było przykro, i żeby nie poczuł się dotknięty”, wspomina. Nie ukrywa, że było to dość wyczerpujące. 

Andy Sachs, główna bohaterka kultowego filmu „Diabeł ubiera się u Prady”, to definicja powiedzenia „od zera do bohatera”. 

Zwykła, bezbarwna, totalnie odstająca od blichtru nowojorskiego światka dziewczyna po studiach dziennikarskich, z ambicjami pracy w poważnym czasopiśmie, dostaje przypadkowo posadę drugiej asystentki (a raczej „dziewczyny na posyłki”) w ekskluzywnym wydawnictwie Runway

Pomimo początkowej niechęci ekscentrycznej redaktor naczelnej, Mirandy Priestly, dzięki determinacji i zmianie wizerunku, za namową niespodziewanego sprzymierzeńca, Nigela, udaje jej się rozpracować mechanizmy działające branżą. W rezultacie wyjeżdża z Mirandą na targi do Paryża, nieświadomie dopuszczając się koleżeńskiej zdrady wobec pierwszej asystentki Emily, która uświadamia ją, że „Miliony dziewczyn dałyby się zabić za tę pracę.” 

Spoiler alert - ani historia Karoliny, ani Oli, ani nawet filmowej Andy, nie wygląda dziś tak, jak 15-20 lat temu. Co więcej, jest tej „starej historii” dokładnym przeciwieństwem. Każda z nich realizuje się dziś bowiem w trochę innej dziedzinie.

Jak to się więc dzieje, że po latach życia dla innych, kobiety nagle odnajdują własne tempo? 

Nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi. Ale coś nam podpowiada, że i Ty zauważasz tu pewne prawidłowości. 

Od końca XX wieku żyjemy w dość wymagających czasach. „Fast” jest już nie tylko „food”, wszystko dzieje się mega szybko, ma być dostępne natychmiast i powodować u nas efekt FOMO („fear of missing out” - po polsku „strach przed tym, że coś nas ominie”), jak znikające po 24 godzinach relacje na Instagramie. 

W tym rozpędzonym świecie ciągle porównujemy się do innych, ufamy coraz bardziej sztucznej inteligencji i często aspirujemy do tego, aby żyć według trendów narzuconych przez influencerów. Idealna Pani Domu w postaci Księżnej (!) Meghan Markle, gotującej w swoim programie na Netflixie z najlepszymi kucharzami świata, czy Nieugięta Businesswoman Victoria Beckham, z rozmachem ratująca swoją markę modową, stojącą na skraju bankructwa, to doskonałe przykłady tego społeczno-psychologicznego fenomenu. 

Niestety, u zwykłych kobiet, takich jak Ty i my, powodują one głównie stres, frustrację i zmęczenie. Bo pragnąc dorównać tym niedoścignionym ideałom w tempie, za którym trudno nam nadążyć, spychamy własne potrzeby, pragnienia i swoją osobowość na dalszy plan. 

Slow life blue shadow

Na szczęście ktoś dostrzegł, że to nie jest fajne. Już bowiem w roku 1986, w Rzymie pojawił się koncept „slow life”. 

Opowiada się on za zmniejszeniem tempa współczesnego życia, zachęcając do przyjęcia bardziej przemyślanego i świadomego podejścia do codziennych czynności. Co najważniejsze, obejmuje różne dziedziny: jedzenie, edukację, modę, zakupy, podróże czy życie w wielkim mieście.

Początkowo był to tylko ruch kulturalny. Dziś to już bardziej zrównoważony i holistyczny styl życia, który świadomie wybiera sporo kobiet, w tym naszych klientek. Staramy się go praktykować także w blue shadow, przedkładając jakość nad ilość, promując uważność oraz podejście „tu i teraz” i pielęgnując więzi z ludźmi i środowiskiem naturalnym. 

„Slow life” to tempo małych kroków, pozwalające nam się skupić na tym, co dla nas najważniejsze. W obliczu natłoku spraw, ciągłej dawki dopaminy, jaką same sobie fundujemy oraz niezliczonej ilości bodźców zewnętrznych, na które nie mamy wpływu, warto tak po ludzku czasem wcisnąć życiowy hamulec. Nawet jeśli brzmi to jak frazes, powtarzany na lewo i prawo przez wszelkiej maści life coachów.

I to właśnie przy okazji redukcji biegów przychodzi ten moment, kiedy zaczynamy dostrzegać, że oprócz „fast and furious” istnieje także bardziej naturalny scenariusz, którego reżyserkami jesteśmy my same.

Potwierdzają to też aktualne perypetie naszych bohaterek.

Gdyby ktoś kiedyś powiedział Oli, że dobijając 50-tki będzie szczęśliwą żoną i mamą, prowadzącą bardzo stateczny tryb życia, roześmiałaby się do rozpuku. 

Ale w którymś momencie posłuchała własnego ciała, które dało jej wyraźnie do zrozumienia, że nomadzkiego trybu życia nie da się utrzymać na dłuższą metę. Pomogło też poznanie męża - jej charakterologicznego przeciwieństwa, czyli spokojnego, zrównoważonego faceta, który wprowadził dużo spokoju do jej twórczego chaosu. A to z kolei przełożyło się na nową ścieżkę zawodową. 

Dziś Ola spełnia się jako nauczycielka jogi. „Z nostalgią wspominam swoje ekscesy z młodości. Ale myślę, że dla każdej z nas przychodzi w końcu czas wyciszenia i zwolnienia”, stwierdza po namyśle. 

Karolina także popatrzyła w końcu trzeźwym okiem na swoje życie i pomyślała: „Teraz czas na mnie”. Mniej więcej w tym samym czasie zainteresowała się też zdrowym odżywianiem oraz utrzymywaniem dobrej formy. Powoli zaczęła rozwijać swoją pasję, dzieląc się równocześnie swoimi doświadczeniami z innymi.  

Dziś pomoże Ci ułożyć zdrowy, zbalansowany i dopasowany do Twoich potrzeb i trybu życia jadłospis, prowadząc swoją działalność na własnych warunkach. Może więc w połowie października wyjechać na wakacje lub kurs podnoszący kwalifikacje. I to nie dlatego, że stać ją na to, ale dlatego, że wie, jak ważny jest odpoczynek i samorozwój.

I nie - jej życie rodzinne na tym nie cierpi. Po prostu nauczyła się stawiać zdrowe granice i tak organizować dom, żeby każdy członek rodziny w nim czynnie uczestniczył. „Nigdy nie czułam się w swojej skórze lepiej niż dziś. Potrzebowałam tej zmiany tempa”, podsumowuje. 

Fanki filmu “Diabeł ubiera się u Prady” wiedzą, że po początkowym zachłyśnięciu się pracą w Runway, Andy dostrzegła jednak hipokryzję szefowej magazynu. I zaakcentowała to metaforycznym protestem. Wysiadając ostentacyjnie z limuzyny, wiozącej ją oraz Mirandę eleganckimi ulicami stolicy Francji, wybrała jednak własną drogę.  

W części drugiej filmu dowiadujemy się też, że i ona zdecydowanie przyhamowała po tym dynamicznym, nowojorskim epizodzie. Na 15 lat opuściła “Wielkie Jabłko”, oddała wszystkie markowe ubrania i zaszyła się w małomiasteczkowej scenerii USA u swojej rodziny. W rezultacie dostała też wymarzoną rolę dziennikarki w fikcyjnym The New York Mirror. Fakt - wróciła potem do NYC, aby ratować reputację Runway, ale z zupełnie innym nastawieniem i bagażem doświadczeń. 

I mimo że jest postacią fikcyjną, jej historia jednoznacznie potwierdza naszą tezę, że na pewnym etapie życia całkiem naturalnie odnajdujemy własne tempo. Nawet jeśli czasem oznacza to płynięcie pod prąd. 

Bo świadomy wybór tego, czemu i komu chcemy poświęcić swój czas i energię, to najlepsze, co nam się może przydarzyć. Czego Ci z całego serca życzymy. 

Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper Premium